Kategorie: Wszystkie | Mniejsze historyjki | Wieksze historyjki
RSS
poniedziałek, 31 października 2011
Podziemne medytacje

 Jadac tu na dole jestem jakby w innym wymiarze. On naprawde bardziej jest "tu i teraz". Tutaj jest jazda. Jest cos tam odtad dotad. Jest tez uwazanie wieksze na wszystko. Jasne, wszedzie mozna sie odlaczac, wszedzie mozna zapadac w swiat mysli i odrywac sie od tego co jest. Ale tutaj jest to jakby mniej latwe, nie przychodzi z taka oczywistoscia jak gdzies tam u gory. Jest jakby wieksza koncentracja - to jak wiadlomo stan umyslu. Jednak chodzi mi o stan swiadomosci, o to, co nazywam medytacja. Koncentracja to tylko umysl.

Tutaj medytacja odbywa sie miedzy stacjami "Berliner Tor" a " Mönckerbergstraße" na przyklad. Jestesmy w trakcie jazdy, zdobywamy cenne doswiadczenia, spotykamy ludzi, patrzymy. Wchlaniamy stany wlasnej percepcji. Reagujemy z glebi bo jest tutaj cos na ksztalt tej glebi - jestesmy w niej, w ziemi, w glebi.

Jest tak moze dlatego, ze uwagi naszej nie moze pochlonac zbyt wiele. Przebywanie tutaj nie laczy sie z  cala masa rozmaitosci tak jak u gory, jest pare kierunkow, pare obiektow, na ktore zwracamy uwage ale jest to ilosc nie tak zawrotna. To, sprawia, ze obserwujac to, co jest do obserwowania jest latwiej o medytacje - ktora objawia nam sie w intensywnosci tego co aktulanie jest. Jest wzmozona swiadomosc tego, co jest. Tego, co jest teraz. W nas, obok nas, w kims, w powietrzu. I wciaz w nas z tym wszystkim.

 Jest tak wiele duchowych aspektow w przebywaniu tu. Jest nim kazdy czlowiek - jak nasze lustro. Odbija doskonale. Nastroje. Zachowania. Kazdy najdrobniejszy szczegol - wszystko co w nas znajduje gdzies odbicie w tych wielu lustrach. Naszym zadaniem moze byc odnajdywanie siebie w roznych wydaniach. To wielka sprawa. Wszystko jest do zglebiania z dowolnej perspektywy! Tym jest zycie...pomyslalam wlasnie...to cale zglebianie w doswiadczeniu...hmmm...

Obiekt i subiekt w jednej osobie.

Nagle okazuje sie, ze nie ma nikogo i niczego do zglebiania. Obiekt i subiekt znika. Wszystko znika.  Moze tym jest rzeczywistosc. Pustka transcendencji.

I jest tylko jazda. Droga. Tylko ona. Czasem tak mi sie to jawi.

sobota, 29 października 2011
Turek again

Znowu Turek.

Bardzo mloda dziewczyna. StaryTurek sie przysiadl. Siedzi i od czasu do czasu patrzy na nia. Ale jak! To patrzenie przechodzi ludzkie pojecie, to patrzenie jest okaleczaniem, obrazaniem.  Kazdego w poblizu (przy okazji) - do tego stopnia. On patrzy jak na zwierze, jak na obiekt, jak na cos...bez praw. Jak na rodzaj wlasnosci.  Dziewczyna ignoruje dopoki sie da, ja tez. W koncu obie rownoczesnie wstajemy. Facet korzysta z okazji, zeby dokladnie ogladac dalej...Ta dziewczyna to tez prawdopodobnie Turczynka, dlatego moze on tak mocno sie angazuje. Angazuje to zbyt piekne slowo.

Nie widzialam od dluzszego czasu czegos podobnie obrzydliwego.

Ten facet byl oblesny. Obnazyl sie i nawet tego nie zauwazyl. Co za pornografia.

wtorek, 25 stycznia 2011
Cierpiaca

Weszla w towarzystwie faceta w srednim wieku, ktory od razu po zajeciu miejsca wyciagnal gazete. Turecka. Turek wiec.

Dziewczyna miala moze 25 lat. Usiadla na przeciwko swojego towarzysza i w tym samym momencie zakryla sobie twarz rekami i zaczela narzekac. Szkoda, ze nie moge wstawic tu w tym momencie sciezki dzwiekowej, bo zapamietalam ten ton bezblednie - mam bardzo dobry sluch, niektorzy mowia, ze doskonaly...Bylo to narzekanie dziecka, skrzywdzonego dziecka, troche rozpieszczonego, jednak na wskros...chorego dziecka.

Slowa narzekania zlewaly sie w jedna calosc, trudno bylo rozpoznac w jakim jezyku to robi. Nie udalo mi sie wyizolowac ani jednego slowa. A sluchalam dokladnie. Ze wzgledu na ten swoj sluch, to  u mnie rodzaj mechanizmu, nad ktorym nie panuje. Slucham zawsze uwaznie.

Tak, ze siedzac i nie majac i tak nic lepszego do roboty sluchalam uwaznie jej jekow, piskow, narzekan, spiewnych wykrzyknikow. Byla wciaz w jednym pomieszczeniu, w sobie.

Mialam wrazenie, ze zaplatala sie w tym wszystkim, nie znajduje wyjscia. Wciaz robi to samo, by z niego wyjsc. Wciaz jej sie to nie udaje. Wciaz ta sama nuta. Ten sam sposob. Bez rezultatu. Czasami okazywala objawy agresji wymachujac nogami w kierunku faceta. Nogi miala skrzyzowane i raz po raz - moze osiem do dziesieciu razy - a jechalam dziesiec minut - wyrzucala je do przodu. Facet zareagowal gdy je tak wyrzucila po raz pierwszy wprzod, odsuwajac sie nieco na bezpieczna odleglosc. Poza tym nie okazywal niczego, co mogloby wskazywac na ich znajomosc. Nawet jakis czas myslalam, ze dziewczyna jest sama.

Mylsalam o facecie, ktory z nia jechal. Czy to jest jej przyjaciej czy wrog. Moze ja gwalci?! Wykorzystuje jej uposledzenie.

Nigdy sie nie dowiem. Moglam zapytac moze przynajmniej co jej dolega...czy to wypada tak wchodzic w czyjes cierpienie? Nie moglam odpowiedziec sobie na te pytania.

Czulam, ze to przerasta moje socjalne i jakies tam inne kompetencje...ktore sobie przypisuje. W tych sprawach.

Nie moglam jej odczarowac;)

Nie probowalam. Czulam, ze to nie ma sensu. Nie mialam dostepu tam, gdzie ona byla uwieziona.

Pod koniec jazdy facet powiedzial do niej lamanym niemieckim "Chodz, (tu padlo jej imie dosc dziwnie przez niego wypowiedziane) daj reka." Powtarzal to parokrotnie, ona jakby nie chciala, potem jednak w jakis sztywny spastyczny sposob wstala i zrobila to. Popatrzylam na jej twarz.  Byla w niej nieobecnosc i innosc. Spiecie.

01:36, buffalo66
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 lutego 2010
Tesknoty, polowania i inne spekulacje

Jechalam do city. Umowilam sie z Ilona w naszym sushi-laden. Temu spotkaniu nie towarzyszyl jakis specjalny cel - samo spotkanie bylo celem. No i zjedzenie sushi, bedace naszym ulubionym jedzonkiem.

Mam ostatnio takie dziwaczne wrazenie jesli chodzi o moje spotkania z ludzmi na ulicy a szczegolnie w metrze. Mysle, ze fakt mojego rzadszego przebywania w ludzkim towarzystwie (teraz jestem w tym nieludzkim...hehehe) sprawia, ze wywiera to na mnie inne wrazenie - i co ciekawe - jaki traf! - na ludziach tez!:) Maja mnie po prostu mniej (ja ich tez) i to chyba sprawia, ze zaczelismy na siebie zwracac wieksza uwage:)

Uwaga, uwaga Asha (to ja) wchodzi do bahnu.

Uwaga, uwaga Asha siada i patrzy wokolo.

Uwaga, uwaga Asha wyciera  nos. I tak dalej.

A oni patrza a ja patrze na nich.

Na tej zasadzie stalam sie bardziej uwazna i ogladam ludzi inaczej - i jak mowie - mam mocne wrazenie, ze oni tez.

Mysle, ze to efekt tesknoty - oni za mna tesknili - ja za nimi tez - i teraz sie spotkalismy. I jestesmy zadowoleni, spelnieni, szczesliwi i uwazamy na szczegoly. Chloniemy swoja obecnosc.

Czy to nie jest cudowne? Tak, to jest cudowne, tak ludzie powinni sie postrzegac, powinni sie nawzajem fascynowac i pociagac. A szczegolnie tu - pod ziemia. To naprawde inne miejsce. Miejsce spotkan.

W drodze do Ilony usiadlam po przekatnej do faceta czytajacego Morgenpost. Gazetka o malym formacie, teraz prawie kazde wydawnictwo ma taki formacik w zanadrzu. Latwo sie trzyma, czyta i wyrzuca. Tak na marginesie zauwazajac. Facet zwrocil na mnie uwage a ja na niego. Na wyzej opisanej zasadzie.

Byl w wieku 40-45 lat, siwy plaszcz, kroj dopasowany, prosty, czarny swetr, koszula. Twarz meska, lekki zarost - przystojny.

Patrzyl sie na mnie znad gazety - wiele razy. Najpierw na twarz, potem gdzies na buty (kozaki) i tak ogolnie. Udawalam, ze nie zauwazam - zeby go nie konfrontowac (?), nie wiem, tak juz mam. Lubie facetow, ktorzy okazujac zainteresowanie nie sa w tym...sama nie wiem...nie przeginaja i robia to naturalnie. Dziwne, ale wydaje mi sie, ze mozna rozpoznac rodzaj takiego zainteresowania - podloze. Seksualne, prosta ciekawosc, fascynacje blizej nie zdefiniowana, gapienie sie bez sensu itp. Skala jest pokazna.

W drodze powrotnej - po wielu godzinach spedzonych z Ilo - znowu pasazer gatunku meskiego. Muzyk z...niech to bedzie skrzyzowanie wiolonczeli z gitara...nie wiem. Znak rozpoznawczy dlugie wlosy. Bardzo dlugie, cieme wlosy. Troche za dlugie te wlosy. Dluzsze, niz style Jezusa. Mlodszy od tego wyzej. Bardzo ciekawie patrzyl w moim kierunku chowajac sie za ta dluga gitara. Ciagle tak patrzyl do polowy schowany...to bylo troche dziwne. Poczulam sie tak dziwacznie obserwowana. Moze nie byly to juz takie krotkie spojrzenia,  a moze on obserwowal cos, czego sama nie potrafilam zdefiniowac, wyczuc. To wywolywalo we mnie odmienna reakcje. Czulam sie namierzana.

Kiedys czytalam, ze ludzie nie czuja sie dobrze tak obserwowani, bo to jest redukcja do roli obiektu. Ale kazdy patrzy inaczej. I kazda reakcja na to patrzenie jest inna. Jasne, ze zalezy tez od mojego aktualnego samopoczucia.

Rozmawialam potem z Ewa na ten temat, faceci, gapienie, samopoczucia, ludzie..i wylonil sie jeszcze inny aspekt tej sprawy Ewa stwierdzila, ze my jestesmy tez troche Jägerinnen - lowczyniami - lubimy same  polowac (ja juz w sumie upolowalam;)) i rola pasywnego obiektu nie zawsze odpowiada. Moze to tez takie fenomeny energetyczne - jesli zauwazamy, ze facet jest "silny" w swoim wyrazie rola poddawania sie wydaje sie natruralna - w przeciwnym razie cos nie pasuje. Ten drugi facet byl chyba bardziej soft.

16:31, buffalo66
Link Komentarze (5) »
piątek, 19 lutego 2010
Z tlumu powstales...

Jezdze rzadziej bo.. Nie pracuje!:) (wciaz ten naiwny usmiech, zobaczymy jak dlugo) Zima:( nie lubie zimna i raczej nie wypuszczam sie zbyt daleko. Doszlo juz do tego, ze wypowiedzialam swoj abonament na tzw. CC-karte uprawniajaca mnie do jezdzenia odtad dotad w tym i tym czasie. To takie karty dla tych, ktorzy nie musza sie zrywac z samego rana - karta wazna od 9-16 i potem znowu od 18 - w soboty, niedziele i swieta caly czas i o ile sie nie myle w calym Hamburgu. Ale moze sie myle. Nie wiem, czy to byla dobra decyzja, moze znowu wykupie bo nigdy nie wiadomo czy jednak nie zaczne jezdzic wiecej. Nawet tylko po to zeby o tym pisac...;)

Ostatnio jadac do centrum (raptem 10 minut) stwierdzilam, ze czlowiek sie troche odzwyczaja od "plebsu". Jada ci wszyscy odrazajacy, brudni, zli...i w sumie nie jest tak zle:) Ale trzeba sie na nowo przyzwyczajac i trenowac system obronny, ktory sie kompletnie wyluzowal. To tak jak z treningami...jesli troche sie opuscisz kondycja cierpi.

Totez trzeba sie ponownie zmieszac z tlumem - TLUM TO TWOJE OSTATECZNE PRZEZNACZENIE! albo Z TLUMU POWSTALES I W TLUM SIE OBROCISZ!....mylse, ze z buddyjskiego punktu widzenia to chyba nawet trafnie to okreslilam i mam nawet ten swoj legendarny rezonans...:) Zgadza sie. Tak jest. Tlum cie przygarnie, tlum jest anonimowoscia (jak natura wokol nas), tlum jest twoim mistrzem. Tlum ma cos w sobie. Ma sobie to COS! Das gewisse Etwas!

Tak sobie myslac z usmieszkiem na buzi podrozuje raczka w raczke z cieplo ubrana publika, z tymi, ktorzy nie wiedza jak wiele ich laczy. Nie wiedza i w wiekszosci nawet nie chca wiedziec. Tlum jest nieswiadomy swej mocy. Tlum jest bezladna masa, ktora na ogol budzi we mnie uczucie niesmaku i dyskomfortu. Ale od pewnego czasu chyba mniej. Staram sie nadac tlumowi twarz. Twarz na ktora zasluzyl.

sobota, 09 stycznia 2010
Jest dobrze:)

Teraz wiem, co mozna robic w metrze z duzym powodzeniem. To sie udziela!

 Smiech jest zbawienny i leczniczy jak wiadomo. Kiedys napisalam cos na ten temat i jesli znajde to zlinkuje z tym wpisem - mysle, czuje i wrecz jestem pewna, ze w smiechu tkwi jakas tajemnica. To klucz, drzwi do jakiegos wymiaru. Jestem pewna, ze smiech ma wiekszy potencjal niz to juz do tej pory stwierdzono. Jestem pewna - powtarzam z naciskiem - ze tak jest. Moze to dlatego, ze podczas smiechu jestesmy tylko w teraz  a umysl nie produkuje niczego, zadnych smieci, zadnych przemyslen o tym i o tamtym. Ile z tego jest zwyklym mieleniem i przlewaniem z pustego w prozne...tak na marginesie.

W momencie gdy cialo sie smieje i targaja nami spazmatyczne raz po raz wstrzasajace cialem skurcze cos katapultuje nas w przestrzen zwana TERAZ i nie mamy wrecz wyboru jestesmy w centrum naszej rzeczywistosci, to jest to! To wszystko jest tak wspaniale, uwalniajace, lekkie, ze nawet kiedy juz mija bezposrednia przyczyna naszego napadu smiechu (bo o takim mowie) jestesmy sklonni robic to dalej, kontynuowac ten rytual i poddawac sie dynamice tego fenomenalnego zjawiska jakiego jestesmy uczestnikiem, swiadkiem, wykonawca...Jestem za kazdym razem zafascynowana energia smiechu.

Smiech roztacza aure pewnosci - oparta na niczym - smiech wywoluje cudowne uczucie beztroski, ktore u wielu egzystuje tylko we wspomnieniach z dziecinstwa...

Wlasnie uzylam slowa -  niczym - i zlapalam sie na tym, ze uwazam to slowo za kwintesencje - w niczym jest zawarte wszystko. Moze to jakis rodzaj percepcji, ktora osiagam o 2.50 i to ona sklania mnie do pisania czegos takiego...ok. to tyle na dzisiejsza noc.

Jesli cos mi wpadnie do glowy na temat smiechu musze to koniecznie tu uzupelnic, czuje sie za to odpowiedzialna, tak nagle jakos czuje. Moze to jest moje powolanie - zglebiac nature smiechu i przez nia dojsc do odkryc dalszych, uniwersalnych, frapujacych;) Zobaczymy.

piątek, 18 września 2009
Wszechogarniajaca milosc

Jechala jak zawsze kazdego dnia. Sluchala muzyki. Sluchala jej i patrzyla na otaczajacy ja podziemny swiat. Ludzie jak ludzie i wszystko na pozor bez zmian. A jednak wydarzylo sie cos dziwnego.

Nagle spostrzegla, ze zmienia sie jej sposob spostrzegania tego otoczenia. Muzyka robila swoje. Muzyka, ktorej zawsze uzywala jak intensyfikator wszystkiego co jest. Zawsze zdawala sobie sprawe jaka sile ma jej czar, jak bardzo gleboko dociera.

Tak! To byla muzyka - spostrzezenie to wywolalo w niej zauroczenie tematem, jakis rodzaj wewnetrznej ekstazy, ktorej nie mogla nawet zartykulowac - nie w tym momencie -, choc cos w niej chcialo juz krzyczec i wariowac pod wplywem impulsu - a bylo to naprawde mocne uczucie. Duszac w sobie jego przyplyw i efekt starala sie zachowywac zupelnie normalnie. Nie pokazywac, jak ja to bierze - zeby nie zwrocic na siebie nie potrzebnej uwagi - nie potrzebowala jej ze strony innych. Nie teraz, kiedy chciala rozkoszowac sie TYM STANEM.

Byla nim oszolomiona. Czula sie jak w transie.

Byla centrum - jak dotad - ale fokus nie byl w niej, tylko wszedzie. Ten fokus, ktory czasem wydawal sie juz nawet meczacy...Teraz bylo tak, ze zapominajac o sobie o swoim ciele, sercu i innych organach poczula sie jakby nie istniala - a przy tym jednoczesnie poczula sie intensywniej niz kiedykolwiek przedtem. To jakas ambiwalencja...chyba nie...tak ma byc. Zatracila sie w tym. Tak ma byc.

I fantazjowala...Wyobrazala sobie, ze ta wielka, piekna muzyka, bedaca w duzej czesci odpowiedzialna za ten stan umyslu, ducha i wszystkiego co tylko, ze ona wlasnie na jej zyczenie nagle raz po raz rozbrzmiewa oto w odpowiednich momentach na glos, tak glosno, ze ludzie byliby sklonni uznac to za jakis akustyczny fenomen. Takie podkrecanie atmosfery, raz po raz. I wszyscy mogliby doznac tego, co sama czula. Chciala im to dac. Przekazac jakos czesc tej ekstazy. Targaly nia uczucia na pograniczu mani wielkosci i nieopisanej wszechogarniajacej milosci. W jednej sekundzie otoczyla nia wszystkich znajomych, cala rodzine - kazdego z osobna z osobistymi dedykacjami+spelnieniem znanych jej zyczen tychze. Bylo tego duzo a z kazdym wymienionym w niej imieniem czula polaczenia i czulosc radosna, ktora sprawiala, ze uczucia te przepelnialy ja i wydawalo sie, ze splywaja z niej w nadmiarze jakim sie pojawialy - splywaly z jej rak i ulatnialy sie przez stopy. Gdzies musialy. W tym stanie doszla do swojego miejsca pracy gdzie wyjela z uszu sluchawki (Panasonic) i zajela sie praca.

Czula sie znowu jak bogini, czula sie tak, jak lubila najbardziej.

20:38, buffalo66
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 sierpnia 2009
Walka

Siedze sobie. Jest ok, czytam ksiazke, jest spokojnie.

Nagle do wagonu wchodzi dwoch typow. Jeden wytatuowany pod sama brode, drugi krzykliwy o pijaczkowato narkotykowym wygladzie. Wchodzi glosno zwracajac na siebie uwage. Odraza mnie z lekka. Jakby nie bylo innego wolnego miejsca siada na przeciw mnie. Jest tak ciasno, on jakis duzy ze obserwuje jak nachylajac sie by spoczac jego wisiorek przejezdza mi po srodku ksiazki. Jak zahipnotyzowana obserwuje ta jazde wisiorka po kartkach. Potem odbieram jak w zwolnionym tempie jak bucior milego pana ociera mi sie o moje czarne leginsy. Nie myslac a reagujac krzycze patrzac mu agresywnie w srodek oczu "To sa moje rajstopy", wsciekle opuszczam swoje miejsce i ustawiam sie przy drzwiach do wyjscia - wysiadam na szczescie tak czy owak. Facet jest oburzony moja reakcja. "Czemu tak agresywnie?" itd. a potem "Rajstopy sa i tak czarne" a w koncu demaskujac sie do konca (nie musial) "Jakbym chcial, moglbym je obrzygac" - triumfujac patrze na niego "Wlasnie tak wygladasz!". Ku mojemu zaskoczeniu facet nie wie co ma powiedziec natomiast jego kumpel wydziera sie na niego "Zamknij ryja, przepros ta pania!". Co tez w koncu grzeczny kolega robi. "Przepraszam..."

Jestem troche zdziwiona obrotem wydarzen. Spodziewalam sie wlasciwie, ze zostanie przy tej nad wyraz milej wymianie zdan. A tu taki nieoczekiwany obrot. Atakujacy mnie gosc nie spodziewal sie mojej reakcji. Na ogol ludzie omijaja z daleka takich typow lub daja sie zagadywac dla swietego spokoju, nie majac na to wyszystko najmniejszej ochoty. Czesto to widzialam. W u-bahnach roi sie od takich scenek. Wzbudzaly we mnie mieszane reakcje. Czasami tak jak dzis jest to jakas wscieklosc na brak wyczucia, chamstwo, smrod, bezpardonowosc z jaka dzialaja. Polswiatek, neuroza, stagnacja, ograniczenia.

Postanowilam reagowac  na to wedlug swojego nastroju i intuicji. Wiem jak jest, znam podloze ale mimo to musze w tym wszystkim pozostac wierna temu, co czuje. Kazdy przypadek jest inny.

sobota, 06 czerwca 2009
Nie jestem smarkula

Jest jakos tak, ze chyba weszlam powoli acz dla siebie nie tak dotkliwie zauwazalnie w wiek, ktory nazwalabym statecznym. Sama nie wiem czy to dobre slowo ale przyjaciolka, ktora wlasnie na dniach skonczy 40 lat okresla to mianem "w koncu nie jestem smarkula"  - to na pewno nie. To jest tak, ze przestajesz czuc sie jak obiekt pozadania (choc nadal nim jestes i o tym wiesz) i mimo tej sprzecznosci jest jakos lzej, luzniej, relaxed. Jest milo. Jest dobrze.

Nikt nie dyszy na ramieniu, nikt nie robi dziwnych uwag. Wyobrazam sobie, ze okres starosci (do niej jeszcze troche czasu) -o ile nie drecza jakies chroby i fobie -moze byc jakims spotegowaiem tego stanu odprezenia. Bez presji - nie musisz ladnie wygladac, nie musisz wlasciwie nic, mozesz byc jaki jestes. Bez tego calego obarczania sie sztucznosciami i innym zbednosciami. Bez balastu. Bez idiotycznych staran. W sumie im szybciej wejdziesz na ten kanal tym lepiej. Obojetnie w jakim wieku. Nie chodzi o kompletne olewanie, chodzi o luz.

Pod ziemia lepiej sie jezdzi w tym stanie.

piątek, 20 lutego 2009
Neurozy

Siedze w metrze na przeciwko mnie facet ok. 6o i kobieta moze 50 letnia. Przecietnie wygladajacy, przecietnie ubrani. On przepasany przez srodek jakims paskiem (nie lubie paskow w plaszczach i kurtkach, tak samo jak duzych guzikow) siedzi i patrzy na mnie od czasu do czasu. Bez jaja, bez sensu. Z daleka widze mlodego nieciekawego faceta, ktory mysli pewno, ze na niego patrze a to pomylka, bo czytam tylko jakis plakat nad jego glowa...

Baba najpierw unaufällig (czesto to slowo uzywane jest w psychologii, jako okreslenie objawow...zauwazalne lub nie)potem robi sie dziwna. Po paru stacjach facet wysiada a pani zaczyna stroic miny. Takie miny ktore mowia “phi...mysli ze jest jakas wyjatkowa, lepsza czy jak, smieszne..” usmieszki “madrosci” plasaja po jej twarzy, takie w ktorych ona sama jest super a inni idiotami. Sama sobie przeczy...nieswiadoma. Nie wiem co jej odbilo, to bylo przykre i nie przyjemne do ogladania. Kapletny wyglup. To tez i przestalam to ogladac choc krotko mialam ochote ja zagadac i zapytac co ja trapi. Stwierdzilam po wewnetrzynch dialogach, ze to bez sensu. Takie prowokujace ale nic nie przynoszace. Olac.

Wstalam w celu opuszczenia wagonu. Spojrzalam w prawo a tam siedzial facet o wygladzie Don Kichota ktory swoim nawiedzonym usmieszkiem raczyl swoich towarzyszy podrozy...gadal cos przy tym teatralnie i produkowal sie niezmiernie. Bosz, pomyslalam niezle sie zaczyna...

Malo tego. Na schodach ruchomych stacji Jungfernstieg minelam przystojnego faceta, ktory usmiechnal sie do mnie.. a nastepnie zaczal cos mamrotac jakby i jemu odbijalo – czy to sie  udziela ????

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5